fbpx

8 rzeczy których się u siebie wstydzę

15 sierpnia 2016

Zgodnie z powszechnie przyjętymi dobrymi zwyczajami wśród porządnych żon i przykładnych mam powinnam się wstydzić pewnych rzeczy. Tak w ogóle to powinnam ich nie robić, żeby się nie wstydzić. No ale robię. I wiecie co? Mam to głęboko gdzieś.

Przeczytaj i dowartościuj się!

 

1.Jestem bałaganiarą

Mam porozrzucane ciuchy, w szafie jak po przejściu tajfunu, wieszak dla ręczników z orbitreka, wszędzie walają się zabawki Kuby i nasze książki. Czy jestem przez to gorszą mamą? Nie sądzę!

 

2. Nienawidzę gotować

Nienawidzę gotować!!! Nienawidzę kuchni i wszystkiego co z nią związane. Jedyne co lubię tam robić to kawę. Na całe nieszczęście dla wszystkich, którzy zaraz zechcą mnie skrytykować, zaczekajcie!

Ja umiem gotować.

Przez 4 lata liceum po powrocie ze szkoły musiałam przygotowywać obiad, także umiem zrobić zupę i upiec kotleta. Przy okazji spaliłam też kuchnię robiąc frytki, ale to już mało istotne 🙂 Umiem nawet upiec cztery ciasta z pamięci. Co nie znaczy, że to lubię i robię. Na szczęście gotować uwielbia Bartek, więc nie odbieram Mu tej przyjemności. W końcu wspaniałą żoną jestem. Poza tym zgodnie ze starą zasadą zaczerpniętą z plakatu „lepiej całuję niż gotuję”

 

3. Pozwalam się dziecku brudzić

Kuba zawsze wychodzi z domu czysty i pachnący. Wraca z przedszkola czy podwórka już w stanie totalnie innym niż przed wyjściem. I co? I nic. Chce wsadzić ręce w błoto, chce skakać po kałużach, chce biegać po niemiłosiernie farbującej trawie- proszę bardzo. Kiedy to wszystko pozna, dotknie, nauczy się, jak nie teraz? Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko!

 

4. Chodzę do McDonalda. Z dzieckiem też.

Teraz pewnie wyleje się na mnie jad i spadnie grom z jasnego nieba. A opieka społeczna zapuka do drzwi. Tak, wiem, że w macu sam syf, smród, frytki na zjełczałym oleju i papier toaletowy w hamburgerze. No ale czasem nikomu nie zaszkodzi taki smaczny posiłek 🙂 Moje dziecko żyje i ma się dobrze, mimo tych świństw jedzonych co jakiś czas (codziennie nie chodzimy 🙂 ) Poza tym bądźcie szczerzy: ilu z Was tam nigdy tam nie było?

 

5. Przeklinam.

Tzn. klnę jak szewc, jak mówi mój mąż. Ale nigdy przy obcych 🙂 Nie przeklinam, żeby kogoś obrazić. Nigdy nie rzuciłam mięsem, aby obrazić kogoś osobiście. Tego akurat nie uznaję! U mnie klęcie stanowi dosadniejsze wyrażenie danego zdania, uwypuklenie jego treści. Jakby to nie brzmiało. Poza tym w pełni popieram zdanie, że „lepiej być człowiekiem, który głośno przeklina, niż małym,  cichym skurwysynem”.

 

6. Pozwalam psu spać w łóżku.

Tak, w łóżku. Tak, wiem, to straszne. Te bakterie, wirusy i w ogóle fuj. Zgadnijcie ile w Waszej podwórkowej piaskownicy jest syfu, sików kotów i kup szczurów. Daisy jest odrobaczana, szczepiona i dostaje preparat przeciwko pchłom. Poza tym jest członkiem rodziny. I śpi w łóżku. Aaa, prawie zapomniałam. Ma nawet schodki do łóżka 🙂 Koniec.

 

7. Pozwalam dziecku oglądać telewizję przy jedzeniu i grać w gry na tablecie

Nie, nie siedzi cały dzień wpatrzony w telewizor rękami strzelając kolejnym angry birdsem. Ale jak je ogląda bajki, jak nie je to też, czasem też gra na tablecie i konsoli. Nie, nałogowcem jeszcze nie jest. Ale wszystko musi poznać.

 

8. Nie ubierałam dziecku czapki.

To chyba najgorsze co młoda matka może zrobić. Po urodzeniu Kuby (w lipcu) moje dziecko nie chodziło, tzn. nie jeździło w wózku w czapce przykryte grubym kocem. Czyli zupełnie inaczej niż większość noworodków co roku w lecie.

 

Normalnie wyrodna matka i zła żona ze mnie 🙂

 


Anna Joniec–Bieniek

Nazywam się Anna Joniec–Bieniek. Z wykształcenia jestem magistrem farmacji, prywatnie mamą Jakuba. Na blogu poruszam prozdrowotne kwestie związane z dziećmi i dorosłymi. Wszystko w oparciu o fachowe wykształcenie i lata doświadczenia w aptece. Jestem też autorką kompendium profesjonalnej aptecznej wiedzy, czyli poradnika „Mama bez recepty”.


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

instagram